poniedziałek, 14 grudnia 2015

Rozdział 11


Obudziła się i doznała deja vu znów budząc się w obcym miejscu, nie pamiętając sposobu znalezienia się w nim. Było to oczywiście to samo satynowe posłanie, co pierwszej nocy. Na fotelu vis-a-vis łóżka siedziała Norah jak zawsze przewiercając ją swoimi przerażająco jasnymi oczyma.  Wyraz jej twarzy na pozór był przyjazny jednak, widocznie nieświadomie, marszczyła brwi ukazując swoje zdenerwowanie, coś było nie tak.
-Witaj, jak się spało?- zapytała jak zwykle bardzo dyplomatycznie, głosem opanowanym i bijącym wręcz chłodem.
-W porządku, a tak właściwie…- odpowiedziała Dalia zaspanym głosem.
-To jak, co tam robiłaś? Muszę wiedzieć co dokładnie widziałaś.- przerwała jej Norah wstając z fotela i podchodząc do okna by je odsłonić. Na chwilę zapadła cisza, słuchać było tylko uderzanie obcasów kobiety o marmurową posadzkę.
-Nie wiem o czym mówisz, gdzie byłam?
- Nie rób ze mnie głupiej, na pierwszym piętrze. Czy to dziewcze, Ekaterina cię tam zaprowadziła? Mów wszystko, i tak się dowiem…- Norze powoli puszczały nerwy, jednak starała się nie dać tego po sobie poznać.
-A, na korytarzu, nudziłam się, Ekaterina nie miała z tym wiele wspólnego, tylko szła. Tyle.
-Jasne, naprawdę uważasz mnie z aż tak naiwną, mam w to uwierzyć? Słyszałaś ich, prawda? Co dokładnie słyszałaś, mów bo pożałujesz, że tego nie zrobiłaś wcześniej. W ogóle robię ci łaskę oferując ci szkolenie, trzymając cię tutaj, a ty tak mi się odpłacasz?
-Nie wiem o czym mówisz- Upierała się Dalia, jeśli nic nie powie może Norah nie będzie więcej nalegać. Co ma powiedzieć, że widziała wychodzącą z ściany Ekaterinę całą we krwi? Jeszcze nie zwariowała, a przynajmniej miała taką nadzieję.- To, że jestem w praktycznie pustym pałacu na jakimś zadupiu wbrew własnej woli, bo jakimś posranym ludziom wydaje się, że mają super moce bo oglądają migające obrazki i siedzą w pustych, ciemnych pokojach słuchając jakiegoś jazgotu o to niby ma poszerzać zmysły. To nie są żadne treningi,  to bez sensu. Wszyscy macie nie równo pod sufitem.
-Nie będę wchodzić z takimi laikami jak ty w żadną polemikę, nie chcę zmarnować twoich predyspozycji więc nie wypieprzę cię stąd, choć po takiej gadce zasługujesz na to jak mało kto. Doskonale wiesz o czym mówię, nie udawaj mi tu niewiniątka. Co ona ci nagadała? Nie będę tolerować żadnych spisków w mojej Rezydencji.  Mów wszystko bo jeszcze bardzo boleśnie odpowiesz za każde wypowiedziane przed chwilą słowo, a uwierz mi, potrafię zrobić krzywdę!- Wściekle wrzeszcząc złapała Dalię za twarz, zachowywała się jak nie ona.
-Spierdalaj z tymi łapami, nic nie wiem, rozumiesz? Głucha jesteś? Nikt mi nic nie mówił, po jaką cholerę miałabym spiskować z kimkolwiek tutaj? I tak nie mam w tym żadnej korzyści, podburzać ci służących. Nie wnikam co tu robisz ale na sto procent jest to coś chorego. Ile jeszcze masz zamiar mnie tu trzymać? O co w tym wszystkim chodzi? 
Norah puściła twarz dziewczyny i spokojna, jakby zamyślona wyszła.
-Kurwa mać!- wrzasnęła Dalia rzucając jedną z poduszek w okno. Zauważyła, że na zgięciu ręki ma siniaka i ślady po wkłuciach.
*
Znów zasnęła, obudziło ją stukanie do drzwi. Krzyknęła, że można wejść, za drzwiami była Ekaterina. Dziś miała czepek i rękawiczki. Nietypowe, zwykle nosiła tylko fartuch i sukienkę do kostek, to trochę relikt przeszłość, nikt już nie nosi sukien na co dzień, a już tym bardziej takiego staromodnego czepka, to zapewne wymysł Nory, dziwna z niej kobieta.
-Nie wiesz o co chodziło Norze dzisiaj rano, no i co do jest? Co tu się w ogóle dzieje.
Ekaterina postawiła na stoliku tackę ze śniadaniem i z podejrzliwą miną podeszła do Dalii.
-Nie mam pojęcia, a co się stało?- w odpowiedzi Dalia wyciągnęła ranną rękę.- Jeśli pani pozwoli, mogę się przyjrzeć?
-Jasne, proszę, no i nie mów do mnie na pani, to krępujące. Mów mi Dalia, sorry, że taka dzisiaj jestem, wkurzyłam się na Norę i w ogóle na cały ten cyrk.- powiedziała podczas gdy Ekaterina zaczęła przyglądać się zgięciu wewnętrznej części łokcia Dalii.
-Nie mam pojęcia o co chodzi, naprawdę… Przepraszam
-A jeśli mogę zapytać, po co ci ten czepek=? Zwykle go nie nosisz- powiedziała Dalia łapiąc znów za swój łokieć, najwidoczniej Ekaterina nie chciała lub nie mogła powiedzieć o co chodziło, no chyba, że rzeczywiście nic nie wiedziała, ale w to ciężko było jej uwierzyć. Chciała zmienić temat, więc niewiele myśląc rzuciła o tym czepku, lecz po chwili zorientowała się, że mogło to zabrzmieć niegrzecznie i dorzuciła, że jeśli ta nie chce może  nie odpowiadać.
- A nie, to nic, to tylko.. To znaczy, niech sobie pani, to znaczy, nie zawracaj sobie mną głowy, proszę.- Głos na chwilę jej się załamał, coś było na rzeczy. Oczywiście Dalii nie przekonało to, co usłyszała. Tylko się zaniepokoiła, postanowiła sama sprawdzić, czy nie ukrywa czegoś gorszego, niż te jej wkłucia. Podeszła do Ekateriny i ściągnęła z jej głowy czepek. Pod nim znajdowała się okropna, głęboka rana na czubku głowy. W tym miejscy włosy były wygolone, ktoś chyba próbował ją szyć, ale mało umiejętnie, bo i tak pomiędzy zszytymi częściami były przestrzenie. Skóra w nich rozchodziła się płatami koloru brudnej żółci i ukazywała mięso, otoczona była brązowym strupem. Z ust Dalii bezwiednie wydobył się pisk. To był chyba najgorszy widok jej życia.
-Boże… -wyjąknęła przerażona Dalia
Ekaterina miała łzy w oczach. Były one nie tyle łzami smutku, co przerażenia. Dalia odruchowo przytuliła ją.
-Proszę, powiedź co się stało, Kto ci to zrobił? To stało się na parterze w korytarzu, tak?

Ekaterina nagle zesztywniała, wyrwała się z uścisku i wyszła.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Rozdział 10

Dalia budzi się na podłodze skulona i bardzo przerażona. Pulsujący ból przeszywał jej głowę i połowę ciała. W nocy musiała upaść mocniej, niż jej się wydawało. Czuła, że dziś ani jej się śni cokolwiek robić, nie miała siły ani ochoty. Sądząc po tym, co do ubrania przeznaczyła jej (i włożyła do szafy) Norah, kobieta nie zna pojęcia ,,wygoda’’. Po co się czesać, nie robiąc nic poza wciągnięciem na siebie byle czego poszła do biblioteki, by zająć się czymkolwiek, co nie jest myśleniem o tej sytuacji. Za dużo nerwów. 
*
Wzięła pierwszą lepszą książkę z anglojęzycznej sekcji, ,,Prawo budowlane’’ Todd Pavor. Perfekcyjnie. Zagłębiła się w lekturze tego porywającego dzieła, jednak, jak można przypuszczać po tytule, nie była to książka zaliczająca się do ,,tych interesujących’’. Wymyśliła więc inny sposób spędzania, a raczej tracenia czasu- śledzenie Ekateriny, zaczęła rzecz jasna od szukania jej. Nie trwało to długo, zaraz po wyjściu z biblioteki zobaczyła ją wychodzącą z pokoju na końcu korytarza z naręczem ręczników. Oczywiście poszła za nią. Pokojówka schodziła po schodach na parter, a później w stronę ,,ślepej uliczki’’, korytarza nie zakończonego schodami ani drzwiami, tak jak to było w większości korytarzy tam. Ciekawa reakcji Ekateriny na jej własną nieuwagę Dalia dyskretnie ukryła się za jednym z filarów na tym korytarzu, wychylała się co kilka sekund czekając na kolejny ruch pokojówki stojącej teraz pod ścianą. Nagle ściana zaczęła falować, tak jak bąbelek winny pobytu Dalii w Rezydencji. Ekaterina weszła w falującą ścianę i zniknęła. Dudniący dźwięk odległych krzyków wypełnił pomieszczenie a dziewczyna z powrotem wyszła ze ściany. Na jej twarzy malował się wstręt i przerażenie pomieszane ze stałym u niej smutkiem. W rękach trzymała misę wypełnioną jakąś czerwoną cieczą, zapewne krwią, skalpelami i ręcznikami. Na jej białym fartuchu widać było liczne krwawe plamy. Dalia parzyła na to zza filaru,  skórę pokrywała jej gęsia skórka a twarz miała białą jak papier. Służąca wróciła na piętro a Dalia została patrząc, jak ściana wraca do normalności. Nagle zaczęła oddychać z trudnością i zrobiło jej się jasno przed oczami, osunęła się po ścianie i straciła przytomność.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ (można z anonima ;) )

sobota, 26 września 2015

Niespodzianka- Rozdział 9

Po zdarzeniu Dalia poszła do swojej komnaty i siedziała w niej zastanawiając się nad wcześniejszym zajściem. Myślenie przerwał dźwięk stukania do drzwi.
...

- Tak? – zapytała wstając z łóżka Dalia.
-Przyniosłam pani kolację, czy zechciałaby pani otworzyć?- powiedziała przez drzwi swoim jak zwykle niepewnym tonem Ekaterina.
-Już pędzę kochana, spokojnie!- zawołała przesadnie wesołym tonem Dalia, po czym otworzyła służce.
Kobieta weszła i ustawiła tacę z jedzeniem na stole.
-Jak wyszłaś z tamtej części korytarza na parterze?- zapytała automatycznie Dalia przyglądając się Ekaterinie badawczo.
-Nie wiem, o czym pani mówi, przepraszam, muszę iść, mam bardzo dużo obowiązków.- odpowiedziała Ekaterina bawiąc się sznurkiem przy swoim fartuszku i wpatrującw niego przy tym z wręcz maniakalnym uporem. Ruszyła do drzwi, jednak Dalia była szybsza i zatrzasnęła je przed jej twarzą. Zdziwiona Ekaterina odwróciła się do niej ze zdziwieniem wręcz bijącym z tych wielkich, zielonych oczu. Dalia stanęła przed nią opierając się o framugę drzwi będącą tuż obok głowy służącej. Trzymała ją w potrzasku. Dosłownie.
-Wiesz o co chodzi, Ekaterino. Proszę, odpowiedź, to dla mnie ważne.- powiedziała patrząc w pełne już łez oczy rozmówczyni.
-Niestety, nie mogę. To nie leży w moich… Ona… Przepraszam- Wyjąkała patrząc się w dół Ekaterina, po czym wyślizgnęła się z pokoju. Wyglądała na bardzo zdenerwowaną, a nawet przestraszoną. Nad wyraz, w końcu nie była to aż tak stresująca sytuacja.
Po kolacji Dalia poszła do łaźni i wzięła trochę zbyt gorącą kąpiel, przez którą zrobiło jej się słabo. Miała z tego jednak profity, łatwiej było zasnąć będąc zamroczoną.

Śniło jej się, że widzi, jak Ekaterina stoi na korytarzu, przez który w pewnym momencie przechodzi fala silnego wiatru. Pod jego wpływem dziewczyna z wielkim impetem uderza o ścianę, po czym jej martwe, zakrwawione ciało bezwładnie ześlizguje pozostawiając po sobie krwawą smugę. Leżąc już na ziemi krew poczęła wydobywać się ze wszystkich jego otworów coraz to obficiej spowijając marmurowe kafelki wokół szkarłatną cieczą. Krew zaczyna gęstnieć i bulgotać, tak, jakby właśnie wrzała a następnie podnosić płomieniami czarnego ognia. Przeraźliwy pisk przeszył powietrze wypełniające pomieszczenie. Wraz z nim obudziła się Dalia będąc wciąż w półśnie, widziała, jak jej kołdra robi się czerwona tak, jak krew Ekateriny ze snu. Przerażona zaczęła miotać się usiłując uciec spod domniemanej kałuży, spada z łóżka co całkowicie przywraca jej świadomość. Leży jeszcze na podłodze trzęsąc się nie wiadomo do końca czy zimna, czy ze strachu aż w końcu zasypia. Tym razem nie pamięta snu, może i lepiej.

Rozdział 8

Po około dwóch godzinach przyszedł do komnaty jakiś mężczyzna, by zabrać Dalię na ćwiczenia. Przedstawił się jako Vang. Był bardzo wysoki i blady, na jego barki spływały jasne blond włosy, a błękitne oczy miały w sobie coś surowego. Był przystojny, choć w niebanalny sposób. 
Sala do ćwiczeń znajdowała się na drugim piętrze, a same ćwiczenia trwały około trzech godzin i były przeprowadzane w stanie hipnozy. Polegały na intensywnym włączaniu pewnych bodźców wyłączając przy tym poszczególne zmysły, przez co te stymulowane wyostrzały się . Było to dla Dalii co najmniej osobliwe doświadczenie, w wyniku ,,ćwiczeń'' nie czuła szczególnej różnicy w odbieraniu świata, jedyną zmianą był ból głowy. Czuła się, jakby miała wyjątkowo dokuczliwego kaca, zaraz po zakończeniu zajęć położyła się spać.
Nie pamiętała, co jej się śniło. Niestety sen nic nie zdziałał, nie przyniósł ukojenia. Czuła się tylko coraz gorzej, ogarnęła ją tęsknota za kimś, nie wiedziała nawet za kim, nie miała siły na dywagacje. Resztę dnia spędziła leżąc w łóżku,  nie myśląc nad niczym i zatracając się w dojmującej pustce, która przesiąkła jej ciało i umysł.Po co ona w ogóle tam była? Po co była gdziekolwiek...

Kolejne dni w Rezydencji mijały monotonnie, jedynym urozmaiceniem dla niej było znalezienie biblioteki. Niestety większość książek napisanych było w języku norweskim, a tylko nieliczne francuskim czy angielskim. W drugim tygodniu pobytu Dalii w Rezydencji dziewczyna była świadkiem dziwnej sytuacji. Ekaterina, poznana pierwszego dnia pokojówka, szła korytarzem na parterze, po czym skręciła w pustą jego część. Dalia poszła za nią by sprawdzić, czy ta się zgubiła i zaraz cofnie się powrotem we wcześniejszą część. Cóż innego miała robić znudzona do granic możliwości, w obecnym stanie jedną z jej ulubionych rozrywek było szpiegowanie służby.Przednia zabawa. Ku zaskoczeniu Dalii Ekaterina nie wychodziła stamtąd długo, co rozwiało spekulacje dziewczyny. Gdy w końcu poszła, by sprawdzić, co się dzieje z pokojówką spostrzegła, że wcale jej tam nie ma, choć przecież jeszcze chwilę temu wchodziła dokładnie w tamto miejsce i rozpłynięcie się w powietrzu zostało przez nią wykluczone na samym początku. Zniknęła, jednak co ciekawsze, zza ściany na końcu korytarza dobiegały stłumione, ciche jęki. Po chwili ucichły, bardzo zastanawiająca sytuacja.


Po zdarzeniu Dalia poszła do swojej komnaty i siedziała w niej zastanawiając się nad wcześniejszym zajściem. Myślenie przerwał dźwięk stukania do drzwi. 

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 7

Dalia obudziła się w wielkim łóżku otulona jedwabną, białą pościelą. Nie miała pojęcia gdzie jest, ani jak się tu znalazła. Podniosła się na łokciach. Na wprost łóżka stała kobieta w średnim wieku. Była piękna, miała bardzo delikatne rysy i wielkie oczy o kolorze jasnego błękitu. Na  jej nieco już dotkniętej działaniem czasu twarzy kontrastowo do bardzo młodego wyglądu, malował się chłód, a wręcz surowość, budziła respekt. Blondynka ubrana była w szary, wyglądający trochę formalnie kostium. Patrzyła badawczo na dziewczynę, trochę tak, jakby oceniała jej wartość. Nieprzyjemnie.
-Witaj Dalio, jestem Norah, już się poznałyśmy przez notatnik. Wiem, że twoja noma się nie powiodła ale nie martw się o to. Załatwiliśmy już tę sprawę sami, z resztą sama widziałaś.-powiedziała znacząco zmieniając głos przy ostatnim zdaniu, to przywitanie nie miało w sobie serdeczności.- Teraz jesteś w rezydencji Blå Brann w Norwegii, to moja siedziba. Pozostaniesz w niej przez jakiś czas, przejdziesz tu swoje szkolenie.
-Dobrze, a jakiś czas, to dokładnie ile?- Zapytała patrząc w oczy rozmówczyni, nigdy nie widziała tak jasnej tęczówki. Kobieta odwróciła wzrok po czym znów zaczęła mówić. Tym razem jej ton był bardziej poirytowany, trochę jakby wyjaśniała dziecku jakieś oczywistości. 
-Do końca szkolenia, to zależy od ciebie. Nie można określić, ile będzie trwało, to sprawa indywidualna.
Na tym zakończyła się ich rozmowa, po wyjściu Nory Dalia rozejrzała się po pomieszczeniu. Było bardzo obszerne i jasne. Pomalowane na biało ściany zdobiły różne złocenia i freski. Przy ścianie stało wielkie biurko z ciemnego drewna i toaletka, a na wprost nich wielka rzeźba przedstawiająca młodą kobietę z koszykiem pełnym kwiatów, patrzyła się nostalgicznie w przestrzeń gdzieś przed nią. Przeciwległą do łóżka stronę pokoju zdobiły podwójne, kryształowe  drzwi. Były bardzo wysokie i masywne. Po przejściu przez nie trafiało się do bardzo długiego korytarza. Był pełen przepychu , złoceń, rzeźb i kamieni szlachetnych. Na jego końcu znajdowały się szklane, kręte schody prowadzące w dół. Dalia spotkała na nich idącą w górę pokojówkę, była bardzo młoda i gdyby nie pełen smutku wyraz twarzy uznałoby się ją także za piękną.
-Dalia? Właśnie niosłam pani śniadanie. Czy życzy sobie pani czegoś jeszcze?- Powiedziała nieśmiało z wyraźnym akcentem.
-Dziękuję, na razie szukam łazienki, gdzie mogę ją znaleźć?
-Na pani piętrze, pierwsze drzwi po lewej od komnaty, zaprowadzę panią jeśli sobie pani życzy.
-Dobrze, dziękuję, a można wiedzieć jak masz na imię? I proszę, nie mów mi na pani, pewnie jesteśmy w podobnym wieku
- Ekaterina, przepraszam ale tego wymaga moja praca, muszę zwracać się do gości pani Nory w ten sposób, z szacunkiem.

Ekaterina odprowadziła ją do łazienki, po czym zaniosła tacę do komnaty. Łazienka była pretekstem. Dalia nie chciała, by ta pomyślała, że błąka się po posiadłości bez celu. 
Zaczęła zastanawiać się, czy śmierć Georga była prawdą, w końcu nie mógł mieć nic wspólnego z Błękitem Ognia, był normalny do szpiku kości. To było po prostu nierealne. Jeszcze bardziej nie rozumiała, co miała na myśli Norah mówiąc, że sami zajęli się jej ostatnią nomą, czyli zabili Johnnego, a tym bardziej, że była tego świadkiem. Może vamphetlindzy myśleli, że to ona zabiła Johnnego, więc w ramach zemsty zabili Georga?
 Dlaczego musiało paść na nią, nie może mieć normalnego życia, zwykłych problemów takich jak nadopiekuńczy rodzice czy problemy w szkole? Jej życie w najmniejszym stopniu nie przypominało normalności, nie było nawet do niej zbliżone. Dowodziło tego chociażby to, że siedziała właśnie w wielkim pałacu gdzieś w Norwegii wbrew własnej woli i nie wiedziała, ile ma ten pobyt trwać. To nie jest normalne, to się nie zdarza, a przynajmniej nie powinno. Nienawidziła się nad sobą użalać, nienawidziła takich myśli. Odczekała jeszcze chwilę w łazience, po czym poszła do swojej komnaty, by zjeść śniadanie, czyli naleśniki z czekoladą i kakao w małej, porcelanowej filiżance. Pierwszy plus tej nieplanowanej wycieczki, a raczej porwania, nazywając rzeczy po imieniu. Po zjedzeniu podeszła do okna, by popatrzeć na las spowity nocą, który otaczał posiadłość Nory. Nie miała pojęcia, która może być godzina, ani czy nie jest na tak dalekiej północy, że właśnie widzi noc polarną. 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ 

środa, 4 marca 2015

Błękit Ognia wraca!

Chciałam oficjalnie poinformować Was, moi drodzy czytelnicy, że Błękit Ognia wraca i niebawem możecie spodziewać się nowych rozdziałów. Zapraszam również to przeczytania poprzednich i komentowania ich (to bardzo, ale to bardzo motywuje!).
Miłej lektury c:

piątek, 22 sierpnia 2014



Rozdział 6
Nadal spokojny Johnny, złapał Dalię za nadgarstek, objął go dłonią w dziwny sposób i ścisnął mocno, a dziewczyna momentalnie straciła przytomność.
*
Dalia obudziła się w swoim łóżku, dudniący ból przeszywał jej głowę. Miała teraz znajome odczucie. Nie wiedziała, czy to co pamiętała było prawdą, czy tylko złym snem. Jeśli druga opcja nie była prawdziwa, to w jaki sposób z ciemnej piwnicy Johnnego nagle znalazła się w swoim domu? Nie, to z pewnością był tylko jeden z tych nieprzyjemnych, chorych snów. Położyła się z powrotem i po chwili zasnęła.
Śniło jej się, że przed kimś uciekała. Biegła przed siebie otoczona przerażającą ciemnością. Mimo, że nic nie widziała miała świadomość, że jeśli zatrzyma się choć na moment goniąca ją osoba zrobi jej krzywdę. Nagle nogi zaczęły odmawiać jej posłuszeństwa, próbowała zwiększyć tempo, ale nie miała już siły na dalszy bieg. Obejrzała się za siebie, ale o dziwo nie zobaczyła nikogo. Najwidoczniej uroiła sobie goniącego ją wroga. Kucnęła, ogarnął ją spokój. Puls zwolnił, wdychała głęboko specyficzne, nocne powietrze. Usiłowała wyrównać swój oddech, otarła wierzchem dłoni mokre od potu czoło, była wyciszona. Otaczająca ją ciemność wydawała się bezpieczna i kojąca. Zamknęła oczy wsłuchując się w ciszę. Przerwało ją mocne szarpnięcie za oba ramiona. Jej strach na nowo sięgnął zenitu, ciągnęła ją za sobą niewidzialna, spowita w kompletnej ciemności postać śmiejąc się przy tym szaleńczo i opisując w przerażającej mantrze przypominającej dziecinną wyliczankę, co zamierza jej zaraz zrobić. ,,Ucinanie palców, krępowanie rąk, zaduszanie pasem i kolejny cios". Postać zaciskała dłonie coraz mocniej w pełnej grozy ekstazie. ,,Ucinanie palców, krępowanie rąk, zaduszanie pasem i kolejny cios". Ta chora wyliczanka dudniła jej w głowie wywołując dreszcze.Nie mogąc już jej wytrzymać wrzasnęła najgłośniej jak się dało, by postać przestała.Obudziła się przerażona i zlana potem. Dopiero gdy względnie się uspokoiła uświadomiła sobie, że to był tylko durny sen. Zeszła do kuchni, by zrobić sobie jakieś śniadanie. Wracając przez salon do swojego pokoju z jajecznicą zobaczyła coś, co wprawiło ją w osłupienie.  Jej ciocia siedziała właśnie z Johnnym jakby nigdy nic rozmawiając i pijąc kawę.
-O, już wstałaś. Ten młodzieniec przyniósł cię do domu. Gdy wyszłaś wieczorem się przewietrzyć spacerując po parku zasłabłaś, a ten oto młody gentleman cię znalazł i przyprowadził. Na szczęście w kurtce miałaś legitymację szkolną, w której znalazł twój adres, bo nie wiem jak by się to wszystko skończyło. Jak się czujesz, skarbie?
W czasie wyjaśnień cioci Johnny, wyraźnie rozbawiony, przyglądał się Dalii czekając na jej reakcję.
-Już lepiej ciociu, pozwólcie, że was opuszczę. Jestem trochę głodna i chciałabym coś zjeść.- powiedziała Dalia unosząc lekko trzymany w ręku talerz, uśmiechnęła się do nich i szybkim krokiem wyszła z pokoju za wszelką cenę unikając przy tym spojrzenia Johnnego.
Znów wróciła się do kuchni i oparła o blat jednej z szafek czując, że kręci jej się w głowie. Była w szoku, miała pewność, że historia opowiedziana przez ciocię była kompletną bzdurą. To tylko potwierdzało jej wcześniejsze przypuszczenia co do wczorajszych zdarzeń.  Kompletnie straciła apetyt, po wmuszeniu śniadania poszła się przebrać, dotychczas miała na sobie wczorajsze ubrania. Podczas ubierania się zobaczyła, że ma siniaki na brzuchu i żebrach. Nie mieściło jej się w głowie, że osoba, której to zawdzięcza właśnie pije kawę z jej ciocią i robi z siebie bohatera. Po ubraniu się Dalia poszła do swojego pokoju, położyła się na łóżku i włączyła muzykę w słuchawkach. Usłyszała przychodzącego smsa, ale nie miała siły ani ochoty, by go odebrać. Po trzech powtórzeniach playlisty ktoś zapukał do drzwi. Dziewczyna nie usłyszała, więc dalej zajmowała się tym, czym wcześniej. Okazało się, że to Laila pukała do drzwi.
- Hej, co tak leżysz, coś się stało?- Zapytała, w jej głosie słychać było nutę niepokoju. Zawsze niepokoiła się o wszystko o wiele zbyt mocno –Przyszłam, bo chcę ci pomóc w przygotowaniach do randki z Georgem. Napisałam ci o tym w sms'ie.
Dalia zeszła powoli z łóżka. Kompletnie zapomniała o tym, że to na dziś była umówiona na randkę. Sobota o ósmej, no tak… To za trzy godziny. Był to jeden z wielu momentów, które udowadniały jak ważna dla niej jest blondynka stojąca przed nią.
Wzięły się do pracy. Pozostające dotychczas w nieładzie brązowe loki Dalii zostały spięte w luźnego koka, a dres zamieniony na duży, bordowy sweter i ciemne  jeansy.
-No, już prawie koniec, jeszcze tylko make-up. –Powiedziała jak zwykle nadmiernie rozentuzjazmowana Laila.
-Daj spokój, przecież wiesz, że się nie maluję. –Powiedziała Dalia.
-To pora zacząć.- Odrzekła Laila przeciągając litery- No dawaj!
Dalia po daniu przyjaciółce wykładu o tym, że make-up nie jest niczym potrzebnym i obniża samoocenę kobiety w końcu dała się przekonać. Gdy tylko skończyły w przedpokoju rozbrzmiał dzwonek, George przyjechał. Dopiero teraz Dalia poczuła zdenerwowanie. Dzięki tej sytuacji wiedziała już, że w jej przypadku nie występują „motylki w brzuchu”. U niej to raczej rój wściekłych szerszeni. Niepewnie otworzyła drzwi, stał za nimi George. Ubrany był w szarą bluzę,  beżowe spodnie i trampki.
-Hej, ślicznie wyglądasz.- Powiedział uśmiechając się.
-Cześć, dzięki. – Odwzajemniła uśmiech i rzuciła śmiejącej się Laili gromiące spojrzenie.
Miejscem, do którego zabrał ją George była muszla koncertowa na obrzeżach miasta. Zespół grał indie rock. Po koncercie pojechali do parku nieco dalej. Chłopak zaczął rozpakowywać koszyki z bagażnika swojego mocno zdezelowanego Forda.
-To jak podobali ci się The Skywalkers?
-Nawet fajni, słuchasz ich na co dzień?
Kiwnął głową potwierdzając tym samym i zaczął wypakowywać różne małe miseczki na tackę, którą wcześniej położył na środku ławki przed nimi.
-Boże, po co ci to wszystko? Mamy zamiar nakarmić wszystkich głodnych i ubogich w promieniu dwóch kilometrów?-Zapytała z udawanym przerażeniem w głosie.
-Lubisz kuchnię azjatycką?-zapytał ignorując jej pytanie. Wyciągnął z jednej z reklamówek czerwoną apaszkę w zielone dinozaury. 
-Nie wiem, nigdy nie miałam okazji jeść niczego azjatyckiego. –odpowiedziała niepewnie powoli domyślając się jego planów.
-To będziesz miała okazję, pozwól, że zawiążę ci oczy, ok? Spokojnie, nie mam żadnych zdrożnych zamiarów. Będę ci dawał po kawałku każdej z potraw. Twoim zadaniem będzie ocenianie ich w skali od 1 do 10. -Wyjaśnił, po czym uśmiechnął się do niej unosząc lekko apaszkę. Dalia zaczęła się śmiać, po czym kiwnęła mu głową na znak, że zgadza się na tę nietypową rozrywkę.
Bawili się tak do momentu, w których spróbowała już wszystkich potraw. Największy dylemat miała między koreańskim kimchi, a japońskim ramen, ale w końcu ramen zwyciężyło. Gdy Dalia czekała na ciąg dalszy ciągle mając zawiązane oczy usłyszała męski krzyk, a potem coś ciężkiego upadającego na ziemię. Zdezorientowana ściągnęła chustkę z oczu, koło jej nogi leżała odcięta głowa Georga, wrzasnęła odskakując przy tym na dwa metry, po czym zaczęła rozglądać się za resztą ciała. Kilka metrów za ławką, na której jeszcze chwilę temu siedzieli.zobaczyła je martwe, płonące czarnym ogniem. Przeszedł ją lodowaty dreszcz, a wraz z nim fala nudności i zawrotów głowy. Chwyciła się oparcia ławki, by nie upaść, gdy nagle zauważyła, że coś unosi się przed jej twarzą. Wytężając bardziej wzrok zobaczyła, że jest to jakiś bąbelek, a co dziwniejsze był płaski i lekko falował. Przypominał trochę płynącą płaszczkę. Zdumiona dziewczyna przyglądała mu się przez chwilę z każdą minutą coraz bardziej tracąc ostrość widzenia. Gdy chciała go dotknąć on nagle się powiększył i wchłonął ją wgłąb siebie. Obserwowała, jak wszystko wokół niej coraz bardziej się rozmazuje, a bańka wypełnia gęstą mgłą. Wraz z gazem przyszła fala senności, pogrążyła się w niej tracąc przytomność.


Czytasz=komentujesz c;