poniedziałek, 14 grudnia 2015

Rozdział 11


Obudziła się i doznała deja vu znów budząc się w obcym miejscu, nie pamiętając sposobu znalezienia się w nim. Było to oczywiście to samo satynowe posłanie, co pierwszej nocy. Na fotelu vis-a-vis łóżka siedziała Norah jak zawsze przewiercając ją swoimi przerażająco jasnymi oczyma.  Wyraz jej twarzy na pozór był przyjazny jednak, widocznie nieświadomie, marszczyła brwi ukazując swoje zdenerwowanie, coś było nie tak.
-Witaj, jak się spało?- zapytała jak zwykle bardzo dyplomatycznie, głosem opanowanym i bijącym wręcz chłodem.
-W porządku, a tak właściwie…- odpowiedziała Dalia zaspanym głosem.
-To jak, co tam robiłaś? Muszę wiedzieć co dokładnie widziałaś.- przerwała jej Norah wstając z fotela i podchodząc do okna by je odsłonić. Na chwilę zapadła cisza, słuchać było tylko uderzanie obcasów kobiety o marmurową posadzkę.
-Nie wiem o czym mówisz, gdzie byłam?
- Nie rób ze mnie głupiej, na pierwszym piętrze. Czy to dziewcze, Ekaterina cię tam zaprowadziła? Mów wszystko, i tak się dowiem…- Norze powoli puszczały nerwy, jednak starała się nie dać tego po sobie poznać.
-A, na korytarzu, nudziłam się, Ekaterina nie miała z tym wiele wspólnego, tylko szła. Tyle.
-Jasne, naprawdę uważasz mnie z aż tak naiwną, mam w to uwierzyć? Słyszałaś ich, prawda? Co dokładnie słyszałaś, mów bo pożałujesz, że tego nie zrobiłaś wcześniej. W ogóle robię ci łaskę oferując ci szkolenie, trzymając cię tutaj, a ty tak mi się odpłacasz?
-Nie wiem o czym mówisz- Upierała się Dalia, jeśli nic nie powie może Norah nie będzie więcej nalegać. Co ma powiedzieć, że widziała wychodzącą z ściany Ekaterinę całą we krwi? Jeszcze nie zwariowała, a przynajmniej miała taką nadzieję.- To, że jestem w praktycznie pustym pałacu na jakimś zadupiu wbrew własnej woli, bo jakimś posranym ludziom wydaje się, że mają super moce bo oglądają migające obrazki i siedzą w pustych, ciemnych pokojach słuchając jakiegoś jazgotu o to niby ma poszerzać zmysły. To nie są żadne treningi,  to bez sensu. Wszyscy macie nie równo pod sufitem.
-Nie będę wchodzić z takimi laikami jak ty w żadną polemikę, nie chcę zmarnować twoich predyspozycji więc nie wypieprzę cię stąd, choć po takiej gadce zasługujesz na to jak mało kto. Doskonale wiesz o czym mówię, nie udawaj mi tu niewiniątka. Co ona ci nagadała? Nie będę tolerować żadnych spisków w mojej Rezydencji.  Mów wszystko bo jeszcze bardzo boleśnie odpowiesz za każde wypowiedziane przed chwilą słowo, a uwierz mi, potrafię zrobić krzywdę!- Wściekle wrzeszcząc złapała Dalię za twarz, zachowywała się jak nie ona.
-Spierdalaj z tymi łapami, nic nie wiem, rozumiesz? Głucha jesteś? Nikt mi nic nie mówił, po jaką cholerę miałabym spiskować z kimkolwiek tutaj? I tak nie mam w tym żadnej korzyści, podburzać ci służących. Nie wnikam co tu robisz ale na sto procent jest to coś chorego. Ile jeszcze masz zamiar mnie tu trzymać? O co w tym wszystkim chodzi? 
Norah puściła twarz dziewczyny i spokojna, jakby zamyślona wyszła.
-Kurwa mać!- wrzasnęła Dalia rzucając jedną z poduszek w okno. Zauważyła, że na zgięciu ręki ma siniaka i ślady po wkłuciach.
*
Znów zasnęła, obudziło ją stukanie do drzwi. Krzyknęła, że można wejść, za drzwiami była Ekaterina. Dziś miała czepek i rękawiczki. Nietypowe, zwykle nosiła tylko fartuch i sukienkę do kostek, to trochę relikt przeszłość, nikt już nie nosi sukien na co dzień, a już tym bardziej takiego staromodnego czepka, to zapewne wymysł Nory, dziwna z niej kobieta.
-Nie wiesz o co chodziło Norze dzisiaj rano, no i co do jest? Co tu się w ogóle dzieje.
Ekaterina postawiła na stoliku tackę ze śniadaniem i z podejrzliwą miną podeszła do Dalii.
-Nie mam pojęcia, a co się stało?- w odpowiedzi Dalia wyciągnęła ranną rękę.- Jeśli pani pozwoli, mogę się przyjrzeć?
-Jasne, proszę, no i nie mów do mnie na pani, to krępujące. Mów mi Dalia, sorry, że taka dzisiaj jestem, wkurzyłam się na Norę i w ogóle na cały ten cyrk.- powiedziała podczas gdy Ekaterina zaczęła przyglądać się zgięciu wewnętrznej części łokcia Dalii.
-Nie mam pojęcia o co chodzi, naprawdę… Przepraszam
-A jeśli mogę zapytać, po co ci ten czepek=? Zwykle go nie nosisz- powiedziała Dalia łapiąc znów za swój łokieć, najwidoczniej Ekaterina nie chciała lub nie mogła powiedzieć o co chodziło, no chyba, że rzeczywiście nic nie wiedziała, ale w to ciężko było jej uwierzyć. Chciała zmienić temat, więc niewiele myśląc rzuciła o tym czepku, lecz po chwili zorientowała się, że mogło to zabrzmieć niegrzecznie i dorzuciła, że jeśli ta nie chce może  nie odpowiadać.
- A nie, to nic, to tylko.. To znaczy, niech sobie pani, to znaczy, nie zawracaj sobie mną głowy, proszę.- Głos na chwilę jej się załamał, coś było na rzeczy. Oczywiście Dalii nie przekonało to, co usłyszała. Tylko się zaniepokoiła, postanowiła sama sprawdzić, czy nie ukrywa czegoś gorszego, niż te jej wkłucia. Podeszła do Ekateriny i ściągnęła z jej głowy czepek. Pod nim znajdowała się okropna, głęboka rana na czubku głowy. W tym miejscy włosy były wygolone, ktoś chyba próbował ją szyć, ale mało umiejętnie, bo i tak pomiędzy zszytymi częściami były przestrzenie. Skóra w nich rozchodziła się płatami koloru brudnej żółci i ukazywała mięso, otoczona była brązowym strupem. Z ust Dalii bezwiednie wydobył się pisk. To był chyba najgorszy widok jej życia.
-Boże… -wyjąknęła przerażona Dalia
Ekaterina miała łzy w oczach. Były one nie tyle łzami smutku, co przerażenia. Dalia odruchowo przytuliła ją.
-Proszę, powiedź co się stało, Kto ci to zrobił? To stało się na parterze w korytarzu, tak?

Ekaterina nagle zesztywniała, wyrwała się z uścisku i wyszła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz