piątek, 22 sierpnia 2014



Rozdział 6
Nadal spokojny Johnny, złapał Dalię za nadgarstek, objął go dłonią w dziwny sposób i ścisnął mocno, a dziewczyna momentalnie straciła przytomność.
*
Dalia obudziła się w swoim łóżku, dudniący ból przeszywał jej głowę. Miała teraz znajome odczucie. Nie wiedziała, czy to co pamiętała było prawdą, czy tylko złym snem. Jeśli druga opcja nie była prawdziwa, to w jaki sposób z ciemnej piwnicy Johnnego nagle znalazła się w swoim domu? Nie, to z pewnością był tylko jeden z tych nieprzyjemnych, chorych snów. Położyła się z powrotem i po chwili zasnęła.
Śniło jej się, że przed kimś uciekała. Biegła przed siebie otoczona przerażającą ciemnością. Mimo, że nic nie widziała miała świadomość, że jeśli zatrzyma się choć na moment goniąca ją osoba zrobi jej krzywdę. Nagle nogi zaczęły odmawiać jej posłuszeństwa, próbowała zwiększyć tempo, ale nie miała już siły na dalszy bieg. Obejrzała się za siebie, ale o dziwo nie zobaczyła nikogo. Najwidoczniej uroiła sobie goniącego ją wroga. Kucnęła, ogarnął ją spokój. Puls zwolnił, wdychała głęboko specyficzne, nocne powietrze. Usiłowała wyrównać swój oddech, otarła wierzchem dłoni mokre od potu czoło, była wyciszona. Otaczająca ją ciemność wydawała się bezpieczna i kojąca. Zamknęła oczy wsłuchując się w ciszę. Przerwało ją mocne szarpnięcie za oba ramiona. Jej strach na nowo sięgnął zenitu, ciągnęła ją za sobą niewidzialna, spowita w kompletnej ciemności postać śmiejąc się przy tym szaleńczo i opisując w przerażającej mantrze przypominającej dziecinną wyliczankę, co zamierza jej zaraz zrobić. ,,Ucinanie palców, krępowanie rąk, zaduszanie pasem i kolejny cios". Postać zaciskała dłonie coraz mocniej w pełnej grozy ekstazie. ,,Ucinanie palców, krępowanie rąk, zaduszanie pasem i kolejny cios". Ta chora wyliczanka dudniła jej w głowie wywołując dreszcze.Nie mogąc już jej wytrzymać wrzasnęła najgłośniej jak się dało, by postać przestała.Obudziła się przerażona i zlana potem. Dopiero gdy względnie się uspokoiła uświadomiła sobie, że to był tylko durny sen. Zeszła do kuchni, by zrobić sobie jakieś śniadanie. Wracając przez salon do swojego pokoju z jajecznicą zobaczyła coś, co wprawiło ją w osłupienie.  Jej ciocia siedziała właśnie z Johnnym jakby nigdy nic rozmawiając i pijąc kawę.
-O, już wstałaś. Ten młodzieniec przyniósł cię do domu. Gdy wyszłaś wieczorem się przewietrzyć spacerując po parku zasłabłaś, a ten oto młody gentleman cię znalazł i przyprowadził. Na szczęście w kurtce miałaś legitymację szkolną, w której znalazł twój adres, bo nie wiem jak by się to wszystko skończyło. Jak się czujesz, skarbie?
W czasie wyjaśnień cioci Johnny, wyraźnie rozbawiony, przyglądał się Dalii czekając na jej reakcję.
-Już lepiej ciociu, pozwólcie, że was opuszczę. Jestem trochę głodna i chciałabym coś zjeść.- powiedziała Dalia unosząc lekko trzymany w ręku talerz, uśmiechnęła się do nich i szybkim krokiem wyszła z pokoju za wszelką cenę unikając przy tym spojrzenia Johnnego.
Znów wróciła się do kuchni i oparła o blat jednej z szafek czując, że kręci jej się w głowie. Była w szoku, miała pewność, że historia opowiedziana przez ciocię była kompletną bzdurą. To tylko potwierdzało jej wcześniejsze przypuszczenia co do wczorajszych zdarzeń.  Kompletnie straciła apetyt, po wmuszeniu śniadania poszła się przebrać, dotychczas miała na sobie wczorajsze ubrania. Podczas ubierania się zobaczyła, że ma siniaki na brzuchu i żebrach. Nie mieściło jej się w głowie, że osoba, której to zawdzięcza właśnie pije kawę z jej ciocią i robi z siebie bohatera. Po ubraniu się Dalia poszła do swojego pokoju, położyła się na łóżku i włączyła muzykę w słuchawkach. Usłyszała przychodzącego smsa, ale nie miała siły ani ochoty, by go odebrać. Po trzech powtórzeniach playlisty ktoś zapukał do drzwi. Dziewczyna nie usłyszała, więc dalej zajmowała się tym, czym wcześniej. Okazało się, że to Laila pukała do drzwi.
- Hej, co tak leżysz, coś się stało?- Zapytała, w jej głosie słychać było nutę niepokoju. Zawsze niepokoiła się o wszystko o wiele zbyt mocno –Przyszłam, bo chcę ci pomóc w przygotowaniach do randki z Georgem. Napisałam ci o tym w sms'ie.
Dalia zeszła powoli z łóżka. Kompletnie zapomniała o tym, że to na dziś była umówiona na randkę. Sobota o ósmej, no tak… To za trzy godziny. Był to jeden z wielu momentów, które udowadniały jak ważna dla niej jest blondynka stojąca przed nią.
Wzięły się do pracy. Pozostające dotychczas w nieładzie brązowe loki Dalii zostały spięte w luźnego koka, a dres zamieniony na duży, bordowy sweter i ciemne  jeansy.
-No, już prawie koniec, jeszcze tylko make-up. –Powiedziała jak zwykle nadmiernie rozentuzjazmowana Laila.
-Daj spokój, przecież wiesz, że się nie maluję. –Powiedziała Dalia.
-To pora zacząć.- Odrzekła Laila przeciągając litery- No dawaj!
Dalia po daniu przyjaciółce wykładu o tym, że make-up nie jest niczym potrzebnym i obniża samoocenę kobiety w końcu dała się przekonać. Gdy tylko skończyły w przedpokoju rozbrzmiał dzwonek, George przyjechał. Dopiero teraz Dalia poczuła zdenerwowanie. Dzięki tej sytuacji wiedziała już, że w jej przypadku nie występują „motylki w brzuchu”. U niej to raczej rój wściekłych szerszeni. Niepewnie otworzyła drzwi, stał za nimi George. Ubrany był w szarą bluzę,  beżowe spodnie i trampki.
-Hej, ślicznie wyglądasz.- Powiedział uśmiechając się.
-Cześć, dzięki. – Odwzajemniła uśmiech i rzuciła śmiejącej się Laili gromiące spojrzenie.
Miejscem, do którego zabrał ją George była muszla koncertowa na obrzeżach miasta. Zespół grał indie rock. Po koncercie pojechali do parku nieco dalej. Chłopak zaczął rozpakowywać koszyki z bagażnika swojego mocno zdezelowanego Forda.
-To jak podobali ci się The Skywalkers?
-Nawet fajni, słuchasz ich na co dzień?
Kiwnął głową potwierdzając tym samym i zaczął wypakowywać różne małe miseczki na tackę, którą wcześniej położył na środku ławki przed nimi.
-Boże, po co ci to wszystko? Mamy zamiar nakarmić wszystkich głodnych i ubogich w promieniu dwóch kilometrów?-Zapytała z udawanym przerażeniem w głosie.
-Lubisz kuchnię azjatycką?-zapytał ignorując jej pytanie. Wyciągnął z jednej z reklamówek czerwoną apaszkę w zielone dinozaury. 
-Nie wiem, nigdy nie miałam okazji jeść niczego azjatyckiego. –odpowiedziała niepewnie powoli domyślając się jego planów.
-To będziesz miała okazję, pozwól, że zawiążę ci oczy, ok? Spokojnie, nie mam żadnych zdrożnych zamiarów. Będę ci dawał po kawałku każdej z potraw. Twoim zadaniem będzie ocenianie ich w skali od 1 do 10. -Wyjaśnił, po czym uśmiechnął się do niej unosząc lekko apaszkę. Dalia zaczęła się śmiać, po czym kiwnęła mu głową na znak, że zgadza się na tę nietypową rozrywkę.
Bawili się tak do momentu, w których spróbowała już wszystkich potraw. Największy dylemat miała między koreańskim kimchi, a japońskim ramen, ale w końcu ramen zwyciężyło. Gdy Dalia czekała na ciąg dalszy ciągle mając zawiązane oczy usłyszała męski krzyk, a potem coś ciężkiego upadającego na ziemię. Zdezorientowana ściągnęła chustkę z oczu, koło jej nogi leżała odcięta głowa Georga, wrzasnęła odskakując przy tym na dwa metry, po czym zaczęła rozglądać się za resztą ciała. Kilka metrów za ławką, na której jeszcze chwilę temu siedzieli.zobaczyła je martwe, płonące czarnym ogniem. Przeszedł ją lodowaty dreszcz, a wraz z nim fala nudności i zawrotów głowy. Chwyciła się oparcia ławki, by nie upaść, gdy nagle zauważyła, że coś unosi się przed jej twarzą. Wytężając bardziej wzrok zobaczyła, że jest to jakiś bąbelek, a co dziwniejsze był płaski i lekko falował. Przypominał trochę płynącą płaszczkę. Zdumiona dziewczyna przyglądała mu się przez chwilę z każdą minutą coraz bardziej tracąc ostrość widzenia. Gdy chciała go dotknąć on nagle się powiększył i wchłonął ją wgłąb siebie. Obserwowała, jak wszystko wokół niej coraz bardziej się rozmazuje, a bańka wypełnia gęstą mgłą. Wraz z gazem przyszła fala senności, pogrążyła się w niej tracąc przytomność.


Czytasz=komentujesz c;

1 komentarz: