Po zdarzeniu
Dalia poszła do swojej komnaty i siedziała w niej zastanawiając się nad
wcześniejszym zajściem. Myślenie przerwał dźwięk stukania do drzwi.
...
- Tak? –
zapytała wstając z łóżka Dalia.
-Przyniosłam pani kolację, czy zechciałaby pani otworzyć?- powiedziała przez drzwi swoim jak zwykle niepewnym tonem Ekaterina.
-Przyniosłam pani kolację, czy zechciałaby pani otworzyć?- powiedziała przez drzwi swoim jak zwykle niepewnym tonem Ekaterina.
-Już pędzę
kochana, spokojnie!- zawołała przesadnie wesołym tonem Dalia, po czym otworzyła
służce.
Kobieta
weszła i ustawiła tacę z jedzeniem na stole.
-Jak wyszłaś
z tamtej części korytarza na parterze?- zapytała automatycznie Dalia
przyglądając się Ekaterinie badawczo.
-Nie wiem, o
czym pani mówi, przepraszam, muszę iść, mam bardzo dużo obowiązków.-
odpowiedziała Ekaterina bawiąc się sznurkiem przy swoim fartuszku i wpatrującw
niego przy tym z wręcz maniakalnym uporem. Ruszyła do drzwi, jednak Dalia była
szybsza i zatrzasnęła je przed jej twarzą. Zdziwiona Ekaterina odwróciła się do
niej ze zdziwieniem wręcz bijącym z tych wielkich, zielonych oczu. Dalia
stanęła przed nią opierając się o framugę drzwi będącą tuż obok głowy służącej.
Trzymała ją w potrzasku. Dosłownie.
-Wiesz o co
chodzi, Ekaterino. Proszę, odpowiedź, to dla mnie ważne.- powiedziała patrząc w
pełne już łez oczy rozmówczyni.
-Niestety,
nie mogę. To nie leży w moich… Ona… Przepraszam- Wyjąkała patrząc się w dół
Ekaterina, po czym wyślizgnęła się z pokoju. Wyglądała na bardzo zdenerwowaną, a
nawet przestraszoną. Nad wyraz, w końcu nie była to aż tak stresująca sytuacja.
Po kolacji
Dalia poszła do łaźni i wzięła trochę zbyt gorącą kąpiel, przez którą zrobiło
jej się słabo. Miała z tego jednak profity, łatwiej było zasnąć będąc
zamroczoną.
Śniło jej
się, że widzi, jak Ekaterina stoi na korytarzu, przez który w pewnym momencie
przechodzi fala silnego wiatru. Pod jego wpływem dziewczyna z wielkim impetem uderza
o ścianę, po czym jej martwe, zakrwawione ciało bezwładnie ześlizguje pozostawiając
po sobie krwawą smugę. Leżąc już na ziemi krew poczęła wydobywać się ze
wszystkich jego otworów coraz to obficiej spowijając marmurowe kafelki wokół
szkarłatną cieczą. Krew zaczyna gęstnieć i bulgotać, tak, jakby właśnie wrzała
a następnie podnosić płomieniami czarnego ognia. Przeraźliwy pisk przeszył
powietrze wypełniające pomieszczenie. Wraz z nim obudziła się Dalia będąc wciąż
w półśnie, widziała, jak jej kołdra robi się czerwona tak, jak krew Ekateriny
ze snu. Przerażona zaczęła miotać się usiłując uciec spod domniemanej kałuży,
spada z łóżka co całkowicie przywraca jej świadomość. Leży jeszcze na podłodze
trzęsąc się nie wiadomo do końca czy zimna, czy ze strachu aż w końcu zasypia.
Tym razem nie pamięta snu, może i lepiej.
O cholera...
OdpowiedzUsuń