Rozdział 2
-Chyba
trochę się zasiedziałam, jest po dziesiątej… Będę się już zbierała do domu. -Stwierdziła
Dalia spoglądając na swój zegar w telefonie. Siedziała właśnie na dywanie w
pokoju Laili, pakowały razem przybory, którymi chwilę wcześniej robiły plakat na historię.
-Dobrze, ale
dojdziesz sama, prawda? No wiesz, ciemno jest, może być niebezpiecznie, czy
coś…
-Spokojnie,
dojdę.- Powiedziała, po czym prowokacyjnym tonem dodała szczerząc zęby - Nie
martw się o mnie, jestem już dużą dziewczynką.
Laila
popatrzyła na nią uśmiechając się i kręcąc głową z politowaniem. Obie się
zaśmiały, po czym zeszły na parter domu. Dziewczyna odprowadziła Dalię do
drzwi.
-Uważaj na
siebie!- Blondynka zawołała do idącej w stronę furtki przyjaciółki machając
jej na pożegnanie.
-Pa!- Dalia
odmachała, po czym wyszła na chodnik i ruszyła aleją w stronę swojego domu. Mieszkała
zaledwie dwie ulice dalej, dlatego tak zareagowała na obawy przyjaciółki, Laila
zawsze strasznie panikowała. Dalia, przechodząc obok biblioteki, usłyszała
coś dziwnego z uliczki po prawej budynku. Brzmiało podobnie do piszczenia
jakiegoś zwierzęcia, zapewne psa. Na początku nie zwróciło to w szczególnym
stopniu jej uwagi, jednak gdy odchodziła piszczenie się nasiliło. Zaniepokoiło
ją to, więc postanowiła sprawdzić, co jest źródłem dźwięku. Weszła w
nieoświetloną zbyt dobrze wąską uliczkę, na której końcu leżało coś przypominającego
psa, lub kota. Jednak gdy podeszła bliżej domniemanego zwierzęcia przekonała
się, że przybyła na ratunek pluszowej zabawce porzuconej pod murem. Dźwięk
ucichł, lub musiało jej się po prostu zdawać, że cokolwiek piszczało. Kucnęła
przy zabawce, by bliżej jej się przyjrzeć. Stwierdziła, że może być podpisana
i prawdopodobnie ktoś chce ją odzyskać, więc włożyła pluszaka do torby. Nie mogła tego ustalić teraz, bo wokół niej panował półmrok. Nagle usłyszała
za sobą kroki, były głośne i szybkie, zapewne należały do mężczyzny. Dalej kucała bojąc
się odwrócić. Pusta, ciemna uliczka w nocy nie jest najbezpieczniejszym miejscem.Być może osoba idąca za nią nie zauważy, że ktokolwiek jest pod
ścianą ślepej uliczki, w której się znalazła. Po chwili kroki ustały, a Dalia
poczuła, że ktoś dotknął jej pleców. Przed oczyma dziewczyny pojawiło się coś kompletnie
innego niż mur, który widziała chwilę wcześniej- wizja. Przedstawiała ciąg
obrazów, które łączył jeden przerażający fakt. Na każdym z nich była leżąca w kałuży
krwi kobieta w porwanym ubraniu. Stał nad nią jakiś wysoki, jasnowłosy i, czego
nie dało się przeoczyć, przystojny mężczyzna koło trzydziestki. Miał niepokojąco zadowolony, jak na taką sytuację
wyraz twarzy. Przypatrywał się każdej z kobiet z miną mówiącą „Jestem dumny z mojego dzieła”. Dalię przeszył lodowaty dreszcz. Pozostając w tym dziwnym transie wstała,
odwróciła się w lewo i ujrzała twarz osoby, która chwilę temu jej dotknęła. Był
to ten sam mężczyzna, którego widziała w wizji. Mówił coś do niej,
ale go nie słyszała. Tajemniczy mężczyzna, widząc brak reakcji na swoje słowa
chwycił ją za rękę, by zwrócić na siebie jej uwagę. Gdy tylko ich dłonie się
spotkały Dalia ujrzała kolejną serię drastycznych obrazów, po czym całkowicie
pozbawiona świadomości swoich czynów pchnęła mężczyznę. Pchnięcie było na tyle
mocne, że zdziwiony blondyn upadł na ścianę za nim. Dziewczyna podeszła bliżej i chwyciła z całej siły jego skronie. Poczuła, jakby przez
jej rękę przepłynęła jakaś energia, ciepło. Oszołomiony mężczyzna popatrzył
wytrzeszczonymi ze zdziwienia i przerażenia oczami na nieobecne spojrzenie
dziewczyny, a gdy tylko poczuł jej dłoń wrzasnął z przeszywającego go bólu i osunął się bezwładnie w dół ściany. Z jego
ust zaczęła wypływać dziwna, czarna i dość gęsta wydzielina. Przypominała skrzepniętą krew. Dziewczyna
wybudziła się już z dziwnego stanu, w którym się znajdowała. Jak oparzona zabrała wciąż wyciągniętą rękę i przerażona widokiem trupa zaczęła
biec do wyjścia uliczki. Gdy obróciła się za siebie zobaczyła, że ciało
blondyna stanęło w płomieniach, a co dziwniejsze, miały one jasny, niebieski
kolor. Jak niebo. Trzęsąc się wybiegła z uliczki i ruszyła w stronę domu. Gdy
tylko do niego dotarła, weszła cicho do przedpokoju i od razu poszła do swojego
pokoju. Ciocia Becky zapewne już spała, w końcu było wpół do pierwszej. Zdyszana
Dalia opadła na stertę ubrań leżących na jej łóżku i zaczęła myśleć nad
zdarzeniami sprzed kilku chwil. Nie mogła zrozumieć, jak to się stało, że
zabiła człowieka. Przecież nie wiedziała nawet, co robi. Nie rozumiała , co tak
naprawdę się wydarzyło. Przed oczami wciąż miała mrożący krew w żyłach wyraz twarzy
mężczyzny, nigdy nie widziała go w mieście. Czy to, co zawierały obrazy z jej wizji
było prawdziwe, czy zasłużył na to, co
go spotkało? Ale przede wszystkim, jakim cudem w ogóle miała wizje? Wydawało jej
się, że zwariowała, że to tylko jakiś chory sen. Miała nadzieję, że to
wyłącznie sen, z którego za chwilę się przebudzi. Poczuła, że po jej policzkach płyną łzy, otarła je drżącą ręką.
Próbowała się uspokoić, ale nie potrafiła. Na szczęście po jakimś czasie
zasnęła, los był na tyle łaskawy, by nie dać jej żadnego snu.
*
Rano obudziła ją krzątająca się po piętrze ciocia. Niestety nic nie wskazywało na to, by wydarzenia dnia wczorajszego były fikcją. Obudziła się na kupce ubrań cała obolała, a z reguły kładła się do snu w normalnych warunkach. Przypomniała sobie, że jest jeden skuteczny sposób, by sprawdzić, czy to jej bujna wyobraźnia, czy rzeczywiście wczoraj wydarzyło się to wszystko, co pamiętała. W końcu powinna ciągle mieć w torbie pluszaka, przez którego weszła do tej nieszczęsnej uliczki. Wyszła z pokoju, a na korytarzu została przywitana przez ciocię.
-Hej kochanie, już się ubrałaś, jest dopiero ósma rano... Do tego sobota. Właśnie miałam iść po twoje brudne ciuchy do prania.-Powiedziała wskazując niesiony przez siebie koszyk, w którego wnętrzu były już inne ubrania.
Rano obudziła ją krzątająca się po piętrze ciocia. Niestety nic nie wskazywało na to, by wydarzenia dnia wczorajszego były fikcją. Obudziła się na kupce ubrań cała obolała, a z reguły kładła się do snu w normalnych warunkach. Przypomniała sobie, że jest jeden skuteczny sposób, by sprawdzić, czy to jej bujna wyobraźnia, czy rzeczywiście wczoraj wydarzyło się to wszystko, co pamiętała. W końcu powinna ciągle mieć w torbie pluszaka, przez którego weszła do tej nieszczęsnej uliczki. Wyszła z pokoju, a na korytarzu została przywitana przez ciocię.
-Hej kochanie, już się ubrałaś, jest dopiero ósma rano... Do tego sobota. Właśnie miałam iść po twoje brudne ciuchy do prania.-Powiedziała wskazując niesiony przez siebie koszyk, w którego wnętrzu były już inne ubrania.
-Taa, nie
widziałaś mojej torby?
-W
przedpokoju. Aaa, właśnie, późno wczoraj
wróciłaś? Zasnęłam przy telewizji i nie zauważyłam, kiedy wchodziłaś do domu.
-Nie za
bardzo, dzięki ciociu. To idę po tą torbę.
Zeszła po schodach,
złapała za torbę i ją otworzyła. Wewnątrz ujrzała pluszową zabawkę w kształcie
psa.
Nienawidzę kiedy czytam książkę i nagle koniec... dlatego czekam aż wyjdzie cała książka i będę mogła przeczytać ją całą i powiedzieć o niej przyjaciółce. Nienawidzę cię bo świetnie piszesz i nie ma szans żeby następny rozdział był troche szybciej ( na przykład jutro)? Pytanie: czy na wakacjach możemy spodziewać się rozdziałów częściej niż raz w tygodniu?
OdpowiedzUsuńNaprawdę świetnie napisany rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! ;)
UsuńHej :) Nominowałam Cię do Liebster Award http://mlode-pokolenie-hogwartu.blogspot.com/2014/06/liebster-award_23.html
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Dzięki, już odpowiadam na pytania ;)
Usuń